Polecany post

Retrowrzuta 1981 - Kto wiedział o stanie wojennym?

Lubię trzymać w szufladach i pudłach różne szpargały. Czasem są to stare listy, czasem jakieś gazety, zdjęcia. No i właśnie natrafiłem na co...

poniedziałek, 8 września 2014

Ukraina - cieszyć się, czy martwić?

Kilka miesięcy temu pisałem coś o możliwościach rozwoju wypadków na Ukrainie. Na przykład tu: tutaj
Czy ja wieszczę, czy co? Pisałem to zanim Krym do "macierzy" powrócił, kiedy Radosław S. niczym jakiś Chamberlain "pokój przywoził". Jak na razie, mój scenariusz wygląda na spełniony w 75%.
Czy to dobrze? Mamy rozpaczać i wdziewać czarne opończe na znak żalu nad stepowym bratkiem-psubratkiem? A może cieszyć się z jego upokorzenia, bo jednak sprawili nam rzeź Wołyńską i nic za to nie odpokutowali?
Myślę, że jako lud jesteśmy narodem emocjonalnym i zawsze musimy być za, lub przeciw. Ciężko nam być ambiwalentnymi, obojętnymi. Stąd problem, bo nie widać możliwości, a tylko bieżące sprawy i kłopoty. Jedni się cieszą z radosnej mordy rybiookiego kacyka z KGB, a inni dopingują czerwono-czarnym bulbowcom zasiedlającym obecnie nasze byłe wschodnie ziemie.
W naszym interesie nie leży ani silna Rosja, ani silna Ukraina. Szczerze mówiąc twardą prawdę, w naszym interesie leży nawet bardzo słaba Ukraina i ona właściwie taka już dzisiaj jest, tylko że sama o tym jeszcze nie wie.
Zabiorą im przemysł, zamkną gaz... odetną od morza... Z czego wyżyje ta efemeryda? Ano... może z nas trochę wyżyć. My mamy morze, przemysłu jeszcze trochę, więcej pieniędzy... Mogą pięknie przeprosić i poprosić o wznowienie pociągów Warszawa-Lwów-Zaleszczyki, że tak w przenośni nazwę proces "powrotu". Bo to zupełnie realne, przynajmniej ze względów demograficznych (patrz tutaj: tu) A jak nie chcą, to nie. Niech sobie tam tkwią w tej okrojonej wersji demo-państwa. Niech służą jako bufor ostrzegawczy o ruchach ruskich wojsk.
Dlatego dziwię się obecnej egzaltacji zwolenników, jak i przeciwników obu stron. Ja sam, nie lubię jednych i drugich. Racjonalnie postrzegam jako większe zło Rosję i nie chcę ich blisko naszych granic, więc nie chcę upadku Ukrainy. Równocześnie mam pewną satysfakcję, kiedy bezczelny i o małej kulturze naród splamiony krwią ludzi, którzy nieśli im cywilizację widzi jak to jest być mordowanym i okradanym, a NIKT nie pomaga... Cenna nauczka.
Ale kiedy już tę nauczkę odbiorą, to mogą zapukać. Przygarniemy pokutujących - hardych niech wezmą Ruscy.

5 komentarzy:

  1. Niezbyt często znajduję w sieci teksty, pod którymi mógłbym się sam podpisać a ten właśnie taki jest :) Szczególnie jest mi bliskie sformułowanie "nie lubię jednych i drugich", ale o tym kiedyś chyba już Ci pisałem. Więc za to duże piwo dla Ciebie.

    Z jednym tylko się nie zgodzę. Bardzo słaba Ukraina nie leży w naszym interesie. Słaba Ukraina będzie taka sama jak Białoruś. I wtedy już będziemy mieli całą wschodnią granicę jak za czasów ZSRR.

    Pozdrawiam

    Yry

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam (po namyśle) rację. Ukraina nie może być aż tak słaba. Fakt, postrzegam Białoruś nie jak niepodległe państwo, więc nie pomyślałem o tym.
    Ukraina powinna być na tyle mocna, żeby w mentalności świata istnieć jako byt, ale na tyle słaba, żeby nie móc w żaden sposób zaszkodzić Polsce. Tak to lepiej brzmi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Słaba Ukraina, według mojej koncepcji, to taka, której jedynym ratunkiem po okrojeniu przez Rosję jest przytulenie się do Unii, a to może zrobić przez Polskę.Ruscy nie chcą zachodniej Ukrainy, po co im to? Nie chcą skażonych bagien... Mówię o sytuacji, w której może okazać się, że :Ukraina: to sam zachód.\

    OdpowiedzUsuń
  4. Horda banderowców, którzy nienawidzą Iwana - fakt, fajny to widok. Tak by było jakby został sam zachód.

    Poruszyłeś temat Ukrainy w UE. Myślisz, że to ma sens? Po co nam to? Po co to Unii? Chcesz mieć Litwę razy cztery?

    Moskwa tego nie chce, Berlin nie chce i ja też nie. To by rozjebało Unię, która i tak zbyt mocna nie jest. Już lepsze to, jak to określiłeś, bagienne państwo, bez wytyczonych granic na wschodzie.

    Weź też pod uwagę, że ktoś u nas musi się zająć podcieraniem dupy w domach starców za tysiaka miesięcznie.

    Yry

    OdpowiedzUsuń
  5. W innej dyskusji pisałem, że to co zostanie będzie bardzo chciało wstąpić do Unii, a może tak się stać, że wobec wielkich trudności z akcesją tej "resztówki" jedyną możliwością będzie wejście jako część Polski. Sfederalizowana, czy jakaś inna "część", w tym momencie to nieistotne.

    OdpowiedzUsuń