Polecany post

Zmiana "B" to huje - Retrowrzuta 1977

Z okazji 40 lecia pewnego wpisu uwiecznionego w betonie... Bardzo popularne, zwłaszcza w USA, są takie wspominki w rodzaju: "zamach n...

środa, 11 marca 2020

Jak to jest z tą śmiertelnością COVID-19?

Od kilku dni podawane są przeróżne, nawet zupełnie sprzeczne informacje dotyczące śmiertelności zarażonych koronawirusem. Niektórzy mówią, że to 1%, inni że 3%, a jeszcze inni, że "to zależy". Najprościej byłoby porównać liczbę osób definitywnie wyleczonych do tych, którzy zmarli. Ale nawet patrząc na dane z poszczególnych krajów widać dziwne wyniki, we Francji jest więcej zmarłych niż wyleczonych, co wskazuje na to, że nie byli zupełnie zainteresowani żadnym przygotowaniem do epidemii i zaczęło się wszystko od tego, że kilka osób zmarło, zanim zaczęli się tym zajmować. Z kolei w Niemczech, na 1000+ zarażonych są jak na razie 2 ofiary. Wydaje się to oczywiście zaniżone, bo nie ma na to jakiejś "tajemnej metody", którą mogliby stosować Niemcy by uzyskać lepsze leczenie. No, dobrze, to jakie są liczby na dzisiaj? Oto one:

Liczby rzędu tysięcy już zaczynają być statystycznie ważne i poprzez proste porównanie osób wyleczonych do zmarłych daje nam ok. 6%. Bo wyleczni i zmarli to ok 71 tysięcy, a z tej puli 4302 zgonów to ok. 6%. Cała reszta, "w procesie chorowania", jest niewiadoma i może lekko wpłynąć na ten wynik w przyszłości. Natomiast wątpliwe, żeby spadło to do 3%, jak optymistycznie piszą o tym media. I jeszcze jedno... ponieważ młodzi ludzie i dzieci mają podobno dużo lepszą odporność i śmiertelność w tej grupie to nawet nie 1%, to można się pokusić, że dla osób starszych, powiedzmy po 60-tce, to jest pewnie i 15%, czyli bardzo, bardzo dużo.
I tyle - skoro nie ma na to remedium, to siedźmy w domu i bawmy się w... Dekameron. Oczywiście ze zdrowymi osobami!

piątek, 3 stycznia 2020

Czemu Putin zaczął nas atakować?

Od razu dodam, atakował nie tylko nas. Ale nas najmocniej. Czemu nas? Bo jesteśmy najbliżej. Najbliżej czego? Najbliżej Białorusi i właściwie tylko my możemy nabruździć. Putin dobrze pamięta Lecha Kaczyńskiego i jego podróże na Ukrainę, do Gruzji. Ile mu to pokrzyżowało planów, ile musiał stracić czasu i pieniędzy przez to wszystko!
A teraz, kiedy przychodzi czas na Białoruś (bo Łukaszenka już jest tylko krówką w rzeźni), znów w Polsce rządzi ten cholerny PiS. Jarosław wciąż żyje, bo nie poleciał, a na domiar złego, zamiast mendowatych Dornów i innych farbowanych lisów wyrosła cała armia młodych i ideowych patriotów, którzy też potrafią działać.
Ktoś spyta, ale co ma do tego atak na nas w związku z czasmi sprzed 1939 roku? Ma, bo ten atak został przez ich analityków uznany za najlepszy. Mamy historię zatargów z syjonistami, już nie raz nam spieprzyli sprawy z USA przez swoje lobby, ale również lewacka Europka szybko zapomniała jak wyrzucali swoich Żydów do obozów na wschodzie i pasuje im, by ten zaszczyt przypadł nam. Skoro już nas dymali raz, to może i drugi? Więc cała heca z przesłaniem Putina to po prostu sygnał, a właściwie jego wstępna, pierwsza częśc. On nam mówi - jak nie będziecie siedzieć cicho, to zrobię wam kuku. Zasram wam opinię tak, że popamiętacie "ruski (!) miesiąc". Dlatego wybrał też i takie mało znane wydarzenie historyczne - kolejny sygnał: "mam dużo tego w kartotece - podskoczycie, to uruchomię więcej. Zrobię z was faszystów w 5 minut, a potem odkręcajcie to sobie przez 15 lat. A może... jako wróg faszymu wpadnę też i do was?"
To po prostu kontynuacja mało wyszukanej, ale wciąż skutecznej strategii. Zresztą o tym pełno w różnych "sztukach wojny", czy teoriach von Clausewitza - zastrasz przeciwnika tak, żeby mu się odechciało walki. Walnij mocno i w nieoczekiwane miejsce, zastrasz.
No i walnął; podejrzewam, że ma jeszcze opracowany drugi krok i pewnie warianty A i B na ewentualny, trzeci krok. W końcu, chłopaki z ruskiego wywiadu czymś się tam muszą zajmować, prawda? Takie więc robią małe żarty, symulacje i analizy. A potem ty się Polsko, czy inna Łotwo martw o to, co może stać się z wami, ile możecie stracić, a nie myśl o niedoli Białorusi.
I chyba tylko o to chodzi. Akcja jest przemyślnie wyreżyserowana, co zdradza, że ma jakiś cel, a jedyne w czym dzisiaj możemy i powinniśmy nabruździć Rosji to jej przejęcie Białorusi i  przesunięcie granic z zachodem na Bug. Nie oszujkujmy się, jakiś tam ruski KGBowiec średniego szczebla nie zna na tyle historii żeby opowiadać światu ze swadą o polskim ambasadorze w Berlinie w 1938 roku. Natomiast świetnie wczuwa się w rolę agresywnego chama, którym zresztą jest. W końcu, nie pracował w filharmonii, prawda?

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Na pociechę dla pana Śpiewaka

"Błogosławieni naiwni, ich będzie Królestwo...."
Nie, nie ma takiej inwokacji. Za głupotę trzeba płacić. Płacą już inni też. Głosujący na Scotchtape-Trzaskowskiego już wiedzą, że dali dupy, będą awarie za awarią, kasa za byle co, i pogarda władz, która przecież wie, że siedzi tam dzięki durnym słoikom z kompleksem prowincji. Ale głupcem się gardzi, więc nie ma litości!
Sorry, ale pocieszenie dla głupoty i naiwności NIE istnieje.
Alleluja!


piątek, 13 grudnia 2019

Mordy - retrowrzutka 1981

Pierwszy raz zobaczyłem prawdziwe oblicze naszego narodu w wieku 24 lat. Do tamtej pory, chociaż przecież nie chowałem się na pustyni, myślałem, że rzeczywistość wielkomiejskiego blokowiska i otaczającego mnie morza chamstwa to lokalny ewenement - efekt przedawkowania socjalistycznych pomysłów pod tytułem Nowa Huta. Zresztą, od kiedy poszedłem do liceum, potem do drugiego, całkiem dobrego, z setkami dzieciaków na jako takim poziomie intelektualnym, zacząłem zapominać o tym "morzu" pełnym bałwanów. Tramwaj i autobus był zwykle pełen mord, ale to była godzinka,
a w kolejkach po chabaninę i żer nie stałem. Tam z mordami użerali się rodzice.


Byłem więc wyalienowany ze świata mord.
Potem przyszły studia, tam jeszcze więcej wyszczekanych ludzi i chociaż można było już zauważyć w którą stronę pójdą jedni, a w którą drudzy to jednak wydawało się, że jesteśmy wszyscy członkami w miarę rozwiniętej intelektualnie społeczności.
W 1980 zaczął się triumf "Solidarności"; gazetki, samizdaty, przepisywane nawet artykuły... wybuch myśli, historia odgrzebywana, zalew informacji z zachodu i z szuflad - euforia!!! Człowiek stał się jeszcze mądrzejszy! Te dyskusje, rozmowy, te teorie. Te rozważania w którą stronę potoczy się historia - cóż - mieliśmy świat u stóp i za jaja. Był taki moment w lecie '81, że wydawało się, że lada moment wszystko się skończy/zacznie, niepotrzebne skreślić. Zatwardziałe komuchy zaczęły się zapisywać do "S"! Szyderczy śmiech nas, młodych, upajał lepiej niż jabol, którego i tak już brakowało. Zapomnieliśmy o żarciu, o piciu i o paleniu; zapomnieliśmy i o mordach na dobre, były gdzieś w tle, choć może właśnie grały już wtedy główną rolę?

Ale od razu zaczęła się wkradać "realita", jak mówią Czesi, którzy jej w 1968 doznali i przez 21 lat nie mogli nawet pierdnąć bez pieczątki z komitetu.
Widać było, że trzeba korzystać z okazji by zobaczyć świat, bo następne "okno transferowe" może się pojawić za 15 lat. Albo nigdy.
Ja skorzystałem z tego czasu chaosu i dążenia komuny, by wypchać jak największą ilość "problemów" i gęb do wyżywienia za granicę.
Trafiłem do obozu uchodźców w malutkiej miejscowości Gotzendorf, w prowincji Niederosterreich. Kiedy wjeżdżałem w autokarze do tegoż obozu, który był stworzony z części koszar wojskowych, zauważyłem napis: "Wallenstein Kaserne 1939".

"mój" blok - nr 35

 "No, ładnie, ląduję tam gdzie chłopaki z Wehrmachtu ćwiczyli ostantnie strzelanko przed inwazją na Polskę", pomyślałem. Ale to było małym zdziwieniem.
Prawdziwym wstrząsem była za to obserwacja kilku tysięcy moich rodaków "au naturel".
Zobaczyłem znów MORDY. Były wszędzie.
Tak, niestety, nie widziałem tego, co podczas ostatnich ośmiu lat życia wśród rozpyskowanych młodziaków z liceum i studiów. Zobaczyłem  "sól ziemi czarnej", "jądro", "szarą większość", czy jak to sobie ktoś może zwać, tak niech i zwie - po prostu zobaczyłem MORZE CHAMÓW.
Gdzież były te moje dyskusje z kolegami nad zaletami konstytucji kwietniowej? O artykułach z "Kultury"? Gdzie te rozważania o przyszłości bloku wschodniego, o Rosji, Azji? O sztuce i świecie? Z kim????
Wokół same mordy. Setki, tysiące nawet,  tępawych mord, wściekłych, odętych, nastroszonych, wystraszonych, kombinujących, roszczeniowych, głupich, pazernych MORD. W całym cholernym obozie Gotzendorf, gdzie było kilka tysięcy Polaków, znalazłem może 4 osoby z którymi można było porozmawiać. Reszta, to morze chamstwa. Główne walki wśród stada mord, to przepychanki w kolejce do automatu telefonicznego, okazjonalne pobicia wśród współlokatorów, oraz idiotyczna wrogość do "kasztanów", jak nazywano żołnierzy austriackich, którzy zaopatrywali obóz w żarcie i obsługiwali stołówkę. Można było jeść ile się chciało, ale był jeden warunek - nie wolno było zabierać żywności do bloków mieszkalnych. Hehe, no to wiadomo, każda morda za cel swojego istnienia obrała wyniesienie jak największej ilości żarcia, a w razie prób powstrzymania przez zdumionych Austriaków obrzucenie ich gównem i bluzgami, na szczęście po polsku, bo mordy "nie prowadzą" języków.

rys. Marek Raczkowski

Pamiętam, że byłem tym odkryciem na nowo świata zszokowany - to było moje największe zdumienie roku 1981. Po zeszłorocznym (1980) olśnieniu z wakacji w Szwecji, kiedy to zaobserwowałem, że jestem właściwie Zulusem, teraz drugi kop: można być jeszcze o wiele, wiele niżej... i że nasze państwo ma nieskończone pokłady chamów, którymi może obdarować świat.
Cały czas zastanawiałem się - jak to możliwe? Przecież w Polsce jest cała masa wykształconych ludzi! Gdzie oni są? 
I wtedy zrozumiałem, z oporami, ale jednak prawda biła w oczy jak "Zygmunt" w Wielkanoc: Jesteśmy zchamieni do imentu. Robota, którą wykonali Niemcy i Rosjanie w latach 40-tych była majstersztykiem. Zostało nam tyle mord, że nie wygrzebiemy się z tego oceanu chamstwa egalitaryzmem. To kompletnie zła droga. 
Polityka egalitaryzmu, czego największym przykładem było wyniesienie tego chama - Wałęsy - do roli nieomalże świętego doprowadziła do tego, że mordy zaczęły powoli przechwytywać rząd dusz i wyznaczać kierunki dla kraju!
Dzisiaj, już potrafiąc obsłużyć komputer, korzystając z Facebooków, smsów, poczt elektronicznych stali się czymś gorszym niż szarańcza w afrykańskich krajach i wrzucająć ten swój głos w urnę sypią piach w tryby lepiej niż niejedna szpiegowska szajka, a na pewno taniej.
Mordy okrzepły, mają kasę. Mają swoje układy, swoje kasty, swoje partie nawet... Rządzą. Udają "szlachtę", ale poznać ich po jednym - po braku empatii - tego się nie da nauczyć w jednym pokoleniu.
Czy można temu w jakiś sposób zaradzić?
Można, ale to długa walka i jesteśmy dopiero na jej początku.