Polecany post

Retrowrzuta 1981 - Kto wiedział o stanie wojennym?

Lubię trzymać w szufladach i pudłach różne szpargały. Czasem są to stare listy, czasem jakieś gazety, zdjęcia. No i właśnie natrafiłem na co...

niedziela, 25 marca 2018

Ulmowie - "sprawiedliwi"?

W ciągu ostatnich kilkunastu tygodni przeszliśmy przez prawdziwy kołowrotek oskarżeń o antysemityzm, wręcz sprawstwo holocaustu, ale i przez próby wygrania tego tematu przez nas i położenia kresu tym pomówieniom. Czemu akurat teraz? Kiedyś musiało nastąpić  przesilenie, to nieistotne. Istotne za to jest to, co w tle, a postrzegane jest powierzchownie, albo w ogóle nie rozważane. No, to rozważmy.

Zacząłem się zastanawiać nad koncepcją "Sprawiedliwych wśród narodów świata", tym słynnym żydowskim wyróżnieniu dla ludzi, którzy "z narażeniem własnego życia ratowali Żydów".
Weźmy to pod lupę.  Skoro bycie sprawiedliwym = ratowanie Żydów, oznacza to LOGICZNIE, że kto nie ratował Żydów, nie jest sprawiedliwy. Co więcej, jest tam dodatkowy warunek "z narażeniem życia". AHA! No, to nie wystarczyło pomóc Żydowi się uratować, trzeba było przy tym narazić własnie życie. Dopiero wtedy jest się "sprawiedliwym". Inaczej, jest się niesprawiedliwym, czyli złym.
Więc Żydzi i ci, którzy ich ratowali stoją razem, jako ci DOBRZY, a ty, skoro nie mogłeś ocalić żadnego Żyda, nie jesteś sprawiedliwym, "stoisz tam, gdzie Gestapo". Nieistotne jest to, czy siedziałeś wystraszony z rodziną w chałupie, czy też jechałeś na patrol autkiem z czarnym krzyżem na drzwiach i mauserem na kolanach, jesteś tak samo "niesprawiedliwy".
I nikt się o to nie czepia! Nikt nie bulgocze i nie obraża: "Jak to, ja jestem niesprawiedliwy? Wypraszam to sobie!"
To bardzo sprytny zabieg! Jakby na to nie patrzeć, sugestia jest taka, że życie Żyda jest nadrzędne, a każdy kto nie zaryzykował własnego i własnej rodziny żeby ocalić to żydowskie jest niegodny bycia nazwanym sprawiedliwym. Biorąc pod uwagę, że tych "sprawiedliwych" jest z Polski 6300 osób, to znaczy, że pozostałe 30 milionów... wiadomo. Stało tam gdzie Gestapo! Naziści!!!
Więc nadają te swoje tytuły "nie-żydom" jak swoistą volkslistę, ale czemu świat "gojów" rozkleja się z wrażenia nad tym wszystkim?
Wiadomo, że ratowanie życia jest dobre. Jeżeli możesz, uratuj kotka, pieska, człowieka już na pewno. Jeżeli możesz. Ale czy ratowanie Żyda, lub jego rodziny kiedy ma się własną, a karą za to jest kula w łeb to dobra rzecz? Możliwość odwetowej pacyfikacji całej wioski, czy okolicy - to nie jest ważne?
Czy można powiedzieć, że pan Ulm, który zdecydował się na przechowanie w piwnicy rodziny żydowskiej mając w tej chałupie żonę, babkę i szóstkę małych dzieci zrobił dobrze?
Czy wolno mu było położyć na szali życie własnych dzieci żeby chronić życie kogoś innego, niezależnie od wyznania, czy narodowości? Czy miał prawo do tej decyzji, czyli praktycznie do wydania wyroku na własną rodzinę w imię... no, nie wiem czego - lepszego samopoczucia - szlachetności?
Uważam, że nie wolno mu było tego robić. Chodzi o to, że jego chęć poświęcenia się, choć według jednych czymś wielkim, według mnie była czymś albo głupim, albo próżnym. Była złem. Nie wolno kłaść życia bliskich, własnych dzieci, sąsiadów, wioski na szali dlatego, że komuś jest kogoś żal. To pewnego rodzaju branie decyzji o cudzym życiu we własne ręce, zabawa w Boga. Ojciec Maksymilian Kolbe oddał życie za innego więźnia, ale nie pociągnął za sobą innych ofiar. I nikt przecież nie powie, że był on jedynym "sprawiedliwym", a każdy kto czegoś takiego nie dokonał w obozie takim nie był. To by było zbyt duże świństwo wobec innych więźniów Auschwitz. A nam to robią i jeszcze bijemy brawo. Polaryzują nas i oceniają. Bezprawnie.
My sami, nasz rząd, wykorzystujemy tych Ulmów jako reklamowy gadżet, żeby wzruszyć świat i udowodnić, że jesteśmy właśnie "sprawiedliwi". Nie wiem, czy tędy droga.
Więcej nie piszę, bo w naszej nowej rzeczywistości zaczyna to być śliski temat. "Mamy wolność słowa, ale nie żeby od razu wszystko mówić", że zacytuję Wielkiego Elektryka.

sobota, 16 grudnia 2017

Nowa, ulepszona opozycja...

W Nowoczesnej piskliwa córka komuchów, lewaczka i podobno (niestety) nauczycielka Lubnauer i stare śpiewki.
W PO stary i dobry Schetyna, ale jakby trochę inny? Coś mi w nim nie gra... co to może być? Rozrzedzone zęby już zrobił, gada jak dawniej, nawet głupiej bo w kółko to samo... Wiem! Walnął sobie makijaż! Ciekawe do jakiego elektoratu uderza?
Czyli, to jest ta "nowa jakość". Dziękuję, to już przecież było za "pierwszej Unii"!

Poniżej Igo Sym do którego upodobnić się chyba chce nasz opozycjonista nr 1.




czwartek, 23 listopada 2017

Zmiana "B" to huje - Retrowrzuta 1977

Z okazji 40 lecia pewnego wpisu uwiecznionego w betonie...

Bardzo popularne, zwłaszcza w USA, są takie wspominki w rodzaju: "zamach na Kennedy'ego - co wtedy robiłeś?"
Ponieważ czas upływa i większość ludzi już nie pamięta tego, zamienia się to na przykład w zabójstwo Lennona w 1980 roku, a od jakiegoś czasu na 11.09.2001, wiadomo. W Polsce, czasem wspominkuje się wokół daty 13.12.1981, albo zamachu na Papieża, czy daty jego wyboru, lub śmierci.
No, ale co to za wspominki? Co takiego istotnego jest we wspominaniu czegoś, co każdy przeżył podobnie? Czego można było oczekiwać od ludzi, że będą robić 11 września? Gapili się wszyscy w szoku w TV, a Nowojorczycy, albo wracali w kłębach pyłu na piechotę do domów, lub tkwili w oknach i na dachach obserwując wydarzenia w stanie niedowierzania i osłupienia. Te wspominki są na ogół takie same. Podobnie jak te ze stanu wojennego. Nie było Teleranka, generał w TV, a gdzie-niegdzie zapukał przyjazny patrol milicji pytając o tatusia. I kupa śniegu + SKOTy.
A ja mam przewrotnie inne ćwiczenie.  Wczoraj, łażąc po placu pewnej firmy, gdzie właśnie pracuję, zauważyłem zapisane w betonie:
18.XI.1977 ZMIANA "b" TO HUJE KAROL


Zadumałem się nad tym... To już 40 lat temu udokumentował jakiś robotnik swoje odczucia w stosunku do zmiany "b"... Czy żyje on jeszcze? Jak wyglądał jego 13.12.1981? Co go tak wnerwiło w tej zmianie "b", że musiał to aż "zakląć w betonie"?
No i oczywiście zacząłem się zastanawiać: co ja wtedy robiłem, gdzie byłem osiemnastego listopada 1977 roku? To wcale nie było łatwe, ale ile miałem przyjemności zagłębiając się w otchłań historii.
To był piątek, wcale nie początek weekendu, bo wtedy dopiero wprowadzano wolne soboty, było ich około połowy w roku. Krakowska, szara, zimna i śmierdząca jesień - deprecha! Godzinne dojazdy na uczelnię "jedynką", rzadko kiedy ogrzewanym tramwajem starego typu. Niedawno skończyły się wakacje, było fajnie - Kołobrzeg, Ruciane, namiot, jabole, balangi i takie tam przyjemnostki. Kostucha ostro kosiła w show-biznesie, dopiero co zginął Marc Bolan, zabiła się połowa Lynyrd Skynyrd...


Kilka dni przed 18 listopada Bee Gees wydali płytę z soundtrackiem który wyniósł erę disco na szczyty - Saturday Night Fever. U nas pewnie już ktoś ją wtedy puścił w radio dla (jak to się mówiło) "fonoamatorów", w celu ich nagrania, łamiąc przy okazji wszelkie prawa autorskie, co nie było w tamtych realiach takie wcale głupie, a pan Kaczkowski w audycji, której sam tytuł dzisiaj pewnie wsadził by go za kraty ("Mój magnetofon") pracowicie odliczał 3, 2, 1... do momentu w którym należało go włączyć i "ukraść" tego rocka:).
18 listopada 1977, dopiero co urodziły się Liv Tyler i Clea Duvall, o czym pracownicy zmiany "b" nie wiedzieli, Karol zresztą też nie i nie dbali o to. Zmarli niedawno Bing Crosby i Groucho Marx, o tym mogli wiedzieć, ale wątpię czy to ich interesowało.


W kinach rządziły Gwiezdne Wojny i Bliskie Spotkania 3go stopnia. No i również wspomniane Saturday Night Fever z Travoltą. Pokazali to zresztą wkrótce na tzw. "Konfrontacjach Filmowych" co miałem okazję obejrzeć i wchłonąć ten obraz troszkę biedniejszej Ameryki, który wkrótce zobaczyłem na własne oczy. Moje pierwsze kroki w USA zawiodły mnie w okolice mostu Verrazano, który w filmie jest tłem do dramatycznej sceny.
Aniołki Charliego rządziły, a fryzurki a la Fawcett-Majors były hitem polskich panien młodych. Al Pacino był ciągle młody, a Stallone wyglądał jak gej.


Świat żył oczekiwaną wizytą Sadata w Izraelu i zastanawiał się, czy się pokumają? Pokumali, a Kadaffiego trafił szlag i zerwał z Egiptem stosunki dyplomatyczne.
A w Polsce... prawie schyłkowo. Kartki na cukier już od roku... wyhamowywanie gierkowskich inwestycji, kasa się kończyła. Działały już sklepy "komercyjne" w których żarcie było, ale po cenie 3-4 razy wyższej. Coraz więcej nastrojów "anty", zwłaszcza po majowym zabójstwie Pyjasa. Już było wiadomo  którzy koledzy z roku to kapusie...

 
                                                                                                            tłumy po śmierci Pyjasa, maj 77

Carmeny po 18 zł, Marlboro po 24, Giewonty po 6. Jabole po 3 dychy. Wódka po stówie, alkohol sprzedawany tylko po 13-ej. Meliny na każdym osiedlu.
Jeszcze nie było na drogach Polonezów! A do Gdańska i Warszawy jeździło się  z południa pociągiem przez Kielce, Radom - CMK dopiero mieli oddać do użytku.
Tyle różnych i ciekawych wspomnień wywołał u mnie ten zabytkowy wyrzut sumienia w stosunku do zmiany "b". Dlatego dziękuję wam przewrotniezmiano "b" za to że byliście "hujami", a tobie, Karolu, kronikarzu tego wydarzenia za to, że chciało ci się to uwiecznić w betonie.

niedziela, 19 listopada 2017

Marsz czarnych kropek, aktualizacja 2017

Ten wpis sprzed kilku lat jest cyklicznie przydatny. Co chwilę wydarza się coś, co się aż prosi o ten komentarz. Obecnie, mamy czas szkalowania Polski przez różnych lewackich aparatczyków osadzonych przy unijnym korycie. Bezczelnie atakują nas i nazywają faszystami, chociaż sami mają dużo, dużo za uszami.   Co tam więc w tej historii Holandii skrzeczy?

Popatrz na te kropki poniżej:
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....

Gdyby każda kropka reprezentowała jednego SS-mana, to... powyżej mielibyśmy ilustrację kolumny stu  maszerujących żołnierzy w czarnych mundurach.
Tysiąc takich bratków, idących wesoło, czwórkami, zajęłoby 100 centymetrów twojego ekranu.
Czyli, kontynuując z arytmetyką i wizualizacją, 50 tysięcy zajęło by około 50 METRÓW wydruku tych kropeczek.
Skoro potrzeba czterech kartek A4 w pionie, żeby wypełnić metr, zużylibyśmy na to 200 kartek.
Można powiedzieć, że to sakramencko dużo kropek. Dużo, dużo złych facetów w czarnych ubrankach!
Tylu właśnie złych facetów pojawiło się jako ochotnicy do SS w... głupiej i niedużej Holandii.
Nie mówię o jakichś przymusowych brankach, o wcieleniach i wymuszonej służbie, nic z tych rzeczy.
To 50 tysięcy OCHOTNIKÓW, ludzi, którzy uważali, że wstąpienie do SS to świetny pomysł!
Czy ktoś dzisiaj ściga holenderskich SS-manów? Czy kiedykolwiek ich ścigano?
Hehe... no, głupie pytanie, prawda?
Czy rząd Izraela, lub organizacje spod znaku holocaustu domagają się jakichś odszkodowań od rządu Holandii za swoje cierpienia doznane od tych 50 tysięcy holenderskich ss-synów?
No, nie wiem, czy to nawet nie jest głupsze pytanie.
Wygląda na to, że SS-mann wcale nie był taki najgorszy. W świetle rewelacji tego oszołoma Grossa pewnie gorszym człowiekiem był jakiś małorolny chłop z Podlasia. Taki, mało-euro typek, w ogóle bida z nędzą. Nawet nie mógł być w SS, podczłowiek. Untermensch!

Za to dzisiaj, ci holenderscy liderzy poprawności, których 50 tysięcy ochotników chciało już robić unię za Adolfa, wyznają kompletnie inne poglądy! Zupełnie jak dzieci "kułaków", które po szybkich dokształtach kablowały na swoich rodziców do Cze-Ka.
Otóż w Holandii, wielkie rzesze społeczeństwa chcą wprowadzić "Dzień holocaustu" jako... święto państwowe! Rozkoszne, prawda? Najpierw robili z nich skwarki, a teraz im liżą co tam jeszcze zostało do wylizania.  

Do dzisiaj rozczula mnie dyskusja przy piwku z pewnym młodym Holendrem, kolegą z pracy, i jego stroszenie się, że "Polska to kraj antysemicki". Kiedy zapytałem go o holenderskie SS był zdumiony i w ogóle mi nie uwierzył, że coś takiego zaistniało!
Patrzył na mnie jakbym chciał go zrobić w konia. On nawet nic o tym nie wiedział, ten młody, "edukowany" w uczyliszczach Amsterdamu. Ale, my, w Polsce, mamy już też swoją, odchowaną armię tumanów, więc można powiedzieć tkwimy w unii coraz mocniej - jak wrzód na dupie! I pewnie głupiejemy w ekspresowym tempie, żeby nadgonić te braki w demokracji.
Patrząc na to, co działo się ostatnio w tym euro-gnieździe lewaków, należy zadać pytanie:
Czy Holandia, lub Belgia (40 tys ochotników w SS) zapłaciły komukolwiek reparacje za działania swoich dzielnych chłopców? Chyba nie mieli pistoletów na wodę, a ich służba nie polegała na dyżurach w kuchni?