Polecany post

Zmiana "B" to huje - Retrowrzuta 1977

Z okazji 40 lecia pewnego wpisu uwiecznionego w betonie... Bardzo popularne, zwłaszcza w USA, są takie wspominki w rodzaju: "zamach n...

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Zapomniany dowód ze Smoleńska

     Pamiętam, że zaraz po katastrofie smoleńskiej przez jakiś czas krążył w sieci i wzbudzał niemałe zainteresowanie tzw. filmik Koli. Widzieli go prawie wszyscy, podejrzewam, że służby i laskoidalne komisjanty też, bo coś tam lakonicznie komentowali, że to naboje sobie strzelały jak pop-corn w ogniskach, ale... nic z tego nie wynikło. Trop wysechł. Ten filmik pokazuje w ciągu minuty i 23 sekund wrakowisko, oraz rejestruje pewne podejrzane odgłosy. Stłumione głosy ludzi, huki przypominające wystrzały, dziwne syreny. Widać płonące tu i ówdzie resztki samolotu, gdzie niegdzie, w tle, jakieś przemykające sylwetki.
Nie ma lepszych zapisów z tego miejsca zrobionych tuż po katastrofie. Może zresztą są, ale nie ujrzały światła dziennego.

Osoby starsze mogą pamiętać dwa bardzo dobre kryminały sprzed lat - "Powiększenie" (Blow-up) Antonioniego, oraz "Wybuch" (Blow out) De Palmy. Skąd nagle ta filmowa wrzutka? Otóż oba filmy, chociaż powstały w głęboko "analogowych" czasach pokazują, jak staranne badanie obrazu, lub nagrania może pokazać ukryte dowody. W "Powiększeniu" mamy do czynienia ze zdjęciem, które po dokładnej analizie i skonfrontowaniu z miejscem zdarzenia ukazuje ukryte dowody zbrodni. Podobnie, nagrywający odgłosy ptaszków w filmie "Wybuch" niechcąco staje się świadkiem wypadku samochodowego lecz po drobiazgowym badaniu bohater zauważa, że ma do czynienia z zamachem, ze zbrodnią. 
Zarówno pierwszy jak i drugi film dotyczy badania i to żmudnego pewnego materiału wyjściowego, co prowadzi do ujawnienia pozornie niewidocznych faktów.
Jak badano film Koli? Kto to robił? Ja nie wiem. Nikt chyba nie wie. Gdzie jest dostępna konkretna analiza, sekunda po sekundzie poza amatorskimi? Nigdzie. Nawet dziwi mnie to, że ekipa Macierewicza też się tym nie zajęła. Chyba po prostu nikt nie wpadł, że trzeba zapytać... dżwiękowca. Starsi panowie nie słuchają płyt i nie interesują nagraniami?
Są pewne programy, wcale nie takie specjalistyczne, które służą do obróbki ścieżek dźwiękowych, ich regeneracji, odszumiania, zmiany parametrów, ale i... usuwania niechcianych dźwięków. Szumów, trzasków... Tak, trzasków też.
Sam odszumiałem stare nagrania z winyli, które niemożebnie trzaskały. Pewnie większość z was nie wie, ale najlepiej robi się to... ołówkiem! Dźwięki zapisane w formacie graficznym wyglądają tak:

W tej ścieżce, nagłe i ostre szczyty to albo uderzenia w talerz perkusji, może jakiś trzask, albo i huk. I wiecie co się robi? Rozciąga się dany fragment tak, że przypomina łagodną górkę, skala sekund na dole staje się milisekundami, włącza się "edit" i wymazuje ten szczyt, łącząc ołówkiem dużo niżej powstałą przerwę. Czemu tego nie będzie słychać? Bo to tylko ułamek sekundy i ucho tego nie zarejestruje, a ponieważ to zabawa cyfrowa nie ma cięcia i klejenia taśmy, nie ma śladu po interwencji! Zresztą, usuwamy tylko ekstremum, reszta dźwięku zostaje.
I wszystko ładnie brzmi. Podobnie, można wyczyścić czyjś głos. Nasza mowa to mały przedział pasma w Hertzach. Kilkaset Hz. Jeżeli trafimy na kilka jakichś słów, jakiś okrzyk, możemy wymazać na czas jego trwania pasmo powiedzmy 120-180 Hz i głos... znika. Albo robi się tak cichy, że niezauważony. Ale, a contrario, można taki wycinek pasma "podbić"! I mamy to dużo głośniej, wychodzi z tła. Jednak ślady zostają, ale trochę inne. Można je odnaleźć patrząc na zapis ścieżki po milisekunach.
Takie to zabawy można robić, w epoce cyfrowej obróbki. Da się? Da. To czemu tego nikt nie zrobił, nie zlecił? Nie wiem.
Dlaczego to takie ważne? Gdyby odnaleźć ślady niezgodności z oficjalną wersją mielibyśmy namacalny dowód na matactwo, bo gdyby to był "uczciwy" wypadek nikt by niczego nie fałszował. 
Ten artykuł chciałem napisać 8 lat temu, ale wydawało mi się, że lada dzień ktoś mnie ubiegnie, albo że poda oficjalną analizę więc po co spekulować i wyglupiać się.
Ale, nikt nie napisał, nikt nie zanalizował.
Dziwne, prawda?
Chyba rząd RP nie zbankrutowałby gdyby zatrudnił jakiegoś dźwiękowca, dał mu nawet 30-40 patyków żeby rozbił ten filmik na atomy?
Właściwie... ja bym to mógł wykonać. Ale kto mi da te 40 patyków? I czy nagle potem nie zapragnę wskoczyć do Wisły?
Podpowiedzcie mi, jak to zrobić, żeby ktoś wreszcie ruszył tyłek i zlecił analizę tego filmu, póki jeszcze jest. Już nie mogę znaleźć oryginału, jest tylko w youtube coś z dograną na początku muzyczką, a miejsce z którego kiedyś pobrałem plik jest martwe od... 2010 roku i film niedostępny. Chyba jednak mam go gdzieś na starym dysku, w szufladzie... Jak znajdę, wrzucę na chmurę.

A ten w youtube jest tu:  https://youtu.be/1wFMDALgk7o

środa, 27 marca 2019

Albo - albo...

Albo zrewitalizuję ten blog i zacznę coś zamieszczać, albo go skasuję, bo muszę przyznać, że od 2 lat to wygląda jak pacjent w "śpiączce chemicznej". Wybudzą, a może nie...
Powody do braku chęci są, ale kilka tematów też od paru lat domaga się ich opisania, a zwłaszcza taki, do którego przymierzam się od kilku lat, a dotyczy badania katastrofy smoleńskiej (wiem, wiem, niektórzy już są tematem znudzeni, ale przecież o to chodziło, nie?) Połączę ten temat z... kinem fabularnym i muzyką. Będzie interesująco. Są też inne tematy, codzienność przynosi ich bez liku, ale powiem szczerze - nie chce mi się o tym pisać, bo wiem, ze za godzinę będzie 30 wpisów na 10 portalach w tym temacie. Można powiedzieć, że blogosfera się troszkę za bardzo rozrosła...
Ale też, że nasza rzeczywistość jest tak mizernie głupia, że byle kto będzie mógł ją zanalizować. Również i... głupek. Miłego dnia!

czwartek, 31 stycznia 2019

Wyliczanka niesiołowska...

Trum, trum
Niesia Bella,
Niesia Basia,
i Prunella,
Kasia A. i Kasia C.,
Niesio wszystkie puknął je.

Wesoło jest! Szczawiowo!

niedziela, 25 marca 2018

Ulmowie - "sprawiedliwi"?

W ciągu ostatnich kilkunastu tygodni przeszliśmy przez prawdziwy kołowrotek oskarżeń o antysemityzm, wręcz sprawstwo holocaustu, ale i przez próby wygrania tego tematu przez nas i położenia kresu tym pomówieniom. Czemu akurat teraz? Kiedyś musiało nastąpić  przesilenie, to nieistotne. Istotne za to jest to, co w tle, a postrzegane jest powierzchownie, albo w ogóle nie rozważane. No, to rozważmy.

Zacząłem się zastanawiać nad koncepcją "Sprawiedliwych wśród narodów świata", tym słynnym żydowskim wyróżnieniu dla ludzi, którzy "z narażeniem własnego życia ratowali Żydów".
Weźmy to pod lupę.  Skoro bycie sprawiedliwym = ratowanie Żydów, oznacza to LOGICZNIE, że kto nie ratował Żydów, nie jest sprawiedliwy. Co więcej, jest tam dodatkowy warunek "z narażeniem życia". AHA! No, to nie wystarczyło pomóc Żydowi się uratować, trzeba było przy tym narazić własnie życie. Dopiero wtedy jest się "sprawiedliwym". Inaczej, jest się niesprawiedliwym, czyli złym.
Więc Żydzi i ci, którzy ich ratowali stoją razem, jako ci DOBRZY, a ty, skoro nie mogłeś ocalić żadnego Żyda, nie jesteś sprawiedliwym, "stoisz tam, gdzie Gestapo". Nieistotne jest to, czy siedziałeś wystraszony z rodziną w chałupie, czy też jechałeś na patrol autkiem z czarnym krzyżem na drzwiach i mauserem na kolanach, jesteś tak samo "niesprawiedliwy".
I nikt się o to nie czepia! Nikt nie bulgocze i nie obraża: "Jak to, ja jestem niesprawiedliwy? Wypraszam to sobie!"
To bardzo sprytny zabieg! Jakby na to nie patrzeć, sugestia jest taka, że życie Żyda jest nadrzędne, a każdy kto nie zaryzykował własnego i własnej rodziny żeby ocalić to żydowskie jest niegodny bycia nazwanym sprawiedliwym. Biorąc pod uwagę, że tych "sprawiedliwych" jest z Polski 6300 osób, to znaczy, że pozostałe 30 milionów... wiadomo. Stało tam gdzie Gestapo! Naziści!!!
Więc nadają te swoje tytuły "nie-żydom" jak swoistą volkslistę, ale czemu świat "gojów" rozkleja się z wrażenia nad tym wszystkim?
Wiadomo, że ratowanie życia jest dobre. Jeżeli możesz, uratuj kotka, pieska, człowieka już na pewno. Jeżeli możesz. Ale czy ratowanie Żyda, lub jego rodziny kiedy ma się własną, a karą za to jest kula w łeb to dobra rzecz? Możliwość odwetowej pacyfikacji całej wioski, czy okolicy - to nie jest ważne?
Czy można powiedzieć, że pan Ulm, który zdecydował się na przechowanie w piwnicy rodziny żydowskiej mając w tej chałupie żonę, babkę i szóstkę małych dzieci zrobił dobrze?
Czy wolno mu było położyć na szali życie własnych dzieci żeby chronić życie kogoś innego, niezależnie od wyznania, czy narodowości? Czy miał prawo do tej decyzji, czyli praktycznie do wydania wyroku na własną rodzinę w imię... no, nie wiem czego - lepszego samopoczucia - szlachetności?
Uważam, że nie wolno mu było tego robić. Chodzi o to, że jego chęć poświęcenia się, choć według jednych czymś wielkim, według mnie była czymś albo głupim, albo próżnym. Była złem. Nie wolno kłaść życia bliskich, własnych dzieci, sąsiadów, wioski na szali dlatego, że komuś jest kogoś żal. To pewnego rodzaju branie decyzji o cudzym życiu we własne ręce, zabawa w Boga. Ojciec Maksymilian Kolbe oddał życie za innego więźnia, ale nie pociągnął za sobą innych ofiar. I nikt przecież nie powie, że był on jedynym "sprawiedliwym", a każdy kto czegoś takiego nie dokonał w obozie takim nie był. To by było zbyt duże świństwo wobec innych więźniów Auschwitz. A nam to robią i jeszcze bijemy brawo. Polaryzują nas i oceniają. Bezprawnie.
My sami, nasz rząd, wykorzystujemy tych Ulmów jako reklamowy gadżet, żeby wzruszyć świat i udowodnić, że jesteśmy właśnie "sprawiedliwi". Nie wiem, czy tędy droga.
Więcej nie piszę, bo w naszej nowej rzeczywistości zaczyna to być śliski temat. "Mamy wolność słowa, ale nie żeby od razu wszystko mówić", że zacytuję Wielkiego Elektryka.