Polecany post

Retrowrzuta 1981 - Kto wiedział o stanie wojennym?

Lubię trzymać w szufladach i pudłach różne szpargały. Czasem są to stare listy, czasem jakieś gazety, zdjęcia. No i właśnie natrafiłem na co...

czwartek, 23 listopada 2017

Zmiana "B" to huje - Retrowrzuta 1977

Z okazji 40 lecia pewnego wpisu uwiecznionego w betonie...

Bardzo popularne, zwłaszcza w USA, są takie wspominki w rodzaju: "zamach na Kennedy'ego - co wtedy robiłeś?"
Ponieważ czas upływa i większość ludzi już nie pamięta tego, zamienia się to na przykład w zabójstwo Lennona w 1980 roku, a od jakiegoś czasu na 11.09.2001, wiadomo. W Polsce, czasem wspominkuje się wokół daty 13.12.1981, albo zamachu na Papieża, czy daty jego wyboru, lub śmierci.
No, ale co to za wspominki? Co takiego istotnego jest we wspominaniu czegoś, co każdy przeżył podobnie? Czego można było oczekiwać od ludzi, że będą robić 11 września? Gapili się wszyscy w szoku w TV, a Nowojorczycy, albo wracali w kłębach pyłu na piechotę do domów, lub tkwili w oknach i na dachach obserwując wydarzenia w stanie niedowierzania i osłupienia. Te wspominki są na ogół takie same. Podobnie jak te ze stanu wojennego. Nie było Teleranka, generał w TV, a gdzie-niegdzie zapukał przyjazny patrol milicji pytając o tatusia. I kupa śniegu + SKOTy.
A ja mam przewrotnie inne ćwiczenie.  Wczoraj, łażąc po placu pewnej firmy, gdzie właśnie pracuję, zauważyłem zapisane w betonie:
18.XI.1977 ZMIANA "b" TO HUJE KAROL


Zadumałem się nad tym... To już 40 lat temu udokumentował jakiś robotnik swoje odczucia w stosunku do zmiany "b"... Czy żyje on jeszcze? Jak wyglądał jego 13.12.1981? Co go tak wnerwiło w tej zmianie "b", że musiał to aż "zakląć w betonie"?
No i oczywiście zacząłem się zastanawiać: co ja wtedy robiłem, gdzie byłem osiemnastego listopada 1977 roku? To wcale nie było łatwe, ale ile miałem przyjemności zagłębiając się w otchłań historii.
To był piątek, wcale nie początek weekendu, bo wtedy dopiero wprowadzano wolne soboty, było ich około połowy w roku. Krakowska, szara, zimna i śmierdząca jesień - deprecha! Godzinne dojazdy na uczelnię "jedynką", rzadko kiedy ogrzewanym tramwajem starego typu. Niedawno skończyły się wakacje, było fajnie - Kołobrzeg, Ruciane, namiot, jabole, balangi i takie tam przyjemnostki. Kostucha ostro kosiła w show-biznesie, dopiero co zginął Marc Bolan, zabiła się połowa Lynyrd Skynyrd...


Kilka dni przed 18 listopada Bee Gees wydali płytę z soundtrackiem który wyniósł erę disco na szczyty - Saturday Night Fever. U nas pewnie już ktoś ją wtedy puścił w radio dla (jak to się mówiło) "fonoamatorów", w celu ich nagrania, łamiąc przy okazji wszelkie prawa autorskie, co nie było w tamtych realiach takie wcale głupie, a pan Kaczkowski w audycji, której sam tytuł dzisiaj pewnie wsadził by go za kraty ("Mój magnetofon") pracowicie odliczał 3, 2, 1... do momentu w którym należało go włączyć i "ukraść" tego rocka:).
18 listopada 1977, dopiero co urodziły się Liv Tyler i Clea Duvall, o czym pracownicy zmiany "b" nie wiedzieli, Karol zresztą też nie i nie dbali o to. Zmarli niedawno Bing Crosby i Groucho Marx, o tym mogli wiedzieć, ale wątpię czy to ich interesowało.


W kinach rządziły Gwiezdne Wojny i Bliskie Spotkania 3go stopnia. No i również wspomniane Saturday Night Fever z Travoltą. Pokazali to zresztą wkrótce na tzw. "Konfrontacjach Filmowych" co miałem okazję obejrzeć i wchłonąć ten obraz troszkę biedniejszej Ameryki, który wkrótce zobaczyłem na własne oczy. Moje pierwsze kroki w USA zawiodły mnie w okolice mostu Verrazano, który w filmie jest tłem do dramatycznej sceny.
Aniołki Charliego rządziły, a fryzurki a la Fawcett-Majors były hitem polskich panien młodych. Al Pacino był ciągle młody, a Stallone wyglądał jak gej.


Świat żył oczekiwaną wizytą Sadata w Izraelu i zastanawiał się, czy się pokumają? Pokumali, a Kadaffiego trafił szlag i zerwał z Egiptem stosunki dyplomatyczne.
A w Polsce... prawie schyłkowo. Kartki na cukier już od roku... wyhamowywanie gierkowskich inwestycji, kasa się kończyła. Działały już sklepy "komercyjne" w których żarcie było, ale po cenie 3-4 razy wyższej. Coraz więcej nastrojów "anty", zwłaszcza po majowym zabójstwie Pyjasa. Już było wiadomo  którzy koledzy z roku to kapusie...

 
                                                                                                            tłumy po śmierci Pyjasa, maj 77

Carmeny po 18 zł, Marlboro po 24, Giewonty po 6. Jabole po 3 dychy. Wódka po stówie, alkohol sprzedawany tylko po 13-ej. Meliny na każdym osiedlu.
Jeszcze nie było na drogach Polonezów! A do Gdańska i Warszawy jeździło się  z południa pociągiem przez Kielce, Radom - CMK dopiero mieli oddać do użytku.
Tyle różnych i ciekawych wspomnień wywołał u mnie ten zabytkowy wyrzut sumienia w stosunku do zmiany "b". Dlatego dziękuję wam przewrotniezmiano "b" za to że byliście "hujami", a tobie, Karolu, kronikarzu tego wydarzenia za to, że chciało ci się to uwiecznić w betonie.

niedziela, 19 listopada 2017

Marsz czarnych kropek, aktualizacja 2017

Ten wpis sprzed kilku lat jest cyklicznie przydatny. Co chwilę wydarza się coś, co się aż prosi o ten komentarz. Obecnie, mamy czas szkalowania Polski przez różnych lewackich aparatczyków osadzonych przy unijnym korycie. Bezczelnie atakują nas i nazywają faszystami, chociaż sami mają dużo, dużo za uszami.   Co tam więc w tej historii Holandii skrzeczy?

Popatrz na te kropki poniżej:
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....
....

Gdyby każda kropka reprezentowała jednego SS-mana, to... powyżej mielibyśmy ilustrację kolumny stu  maszerujących żołnierzy w czarnych mundurach.
Tysiąc takich bratków, idących wesoło, czwórkami, zajęłoby 100 centymetrów twojego ekranu.
Czyli, kontynuując z arytmetyką i wizualizacją, 50 tysięcy zajęło by około 50 METRÓW wydruku tych kropeczek.
Skoro potrzeba czterech kartek A4 w pionie, żeby wypełnić metr, zużylibyśmy na to 200 kartek.
Można powiedzieć, że to sakramencko dużo kropek. Dużo, dużo złych facetów w czarnych ubrankach!
Tylu właśnie złych facetów pojawiło się jako ochotnicy do SS w... głupiej i niedużej Holandii.
Nie mówię o jakichś przymusowych brankach, o wcieleniach i wymuszonej służbie, nic z tych rzeczy.
To 50 tysięcy OCHOTNIKÓW, ludzi, którzy uważali, że wstąpienie do SS to świetny pomysł!
Czy ktoś dzisiaj ściga holenderskich SS-manów? Czy kiedykolwiek ich ścigano?
Hehe... no, głupie pytanie, prawda?
Czy rząd Izraela, lub organizacje spod znaku holocaustu domagają się jakichś odszkodowań od rządu Holandii za swoje cierpienia doznane od tych 50 tysięcy holenderskich ss-synów?
No, nie wiem, czy to nawet nie jest głupsze pytanie.
Wygląda na to, że SS-mann wcale nie był taki najgorszy. W świetle rewelacji tego oszołoma Grossa pewnie gorszym człowiekiem był jakiś małorolny chłop z Podlasia. Taki, mało-euro typek, w ogóle bida z nędzą. Nawet nie mógł być w SS, podczłowiek. Untermensch!

Za to dzisiaj, ci holenderscy liderzy poprawności, których 50 tysięcy ochotników chciało już robić unię za Adolfa, wyznają kompletnie inne poglądy! Zupełnie jak dzieci "kułaków", które po szybkich dokształtach kablowały na swoich rodziców do Cze-Ka.
Otóż w Holandii, wielkie rzesze społeczeństwa chcą wprowadzić "Dzień holocaustu" jako... święto państwowe! Rozkoszne, prawda? Najpierw robili z nich skwarki, a teraz im liżą co tam jeszcze zostało do wylizania.  

Do dzisiaj rozczula mnie dyskusja przy piwku z pewnym młodym Holendrem, kolegą z pracy, i jego stroszenie się, że "Polska to kraj antysemicki". Kiedy zapytałem go o holenderskie SS był zdumiony i w ogóle mi nie uwierzył, że coś takiego zaistniało!
Patrzył na mnie jakbym chciał go zrobić w konia. On nawet nic o tym nie wiedział, ten młody, "edukowany" w uczyliszczach Amsterdamu. Ale, my, w Polsce, mamy już też swoją, odchowaną armię tumanów, więc można powiedzieć tkwimy w unii coraz mocniej - jak wrzód na dupie! I pewnie głupiejemy w ekspresowym tempie, żeby nadgonić te braki w demokracji.
Patrząc na to, co działo się ostatnio w tym euro-gnieździe lewaków, należy zadać pytanie:
Czy Holandia, lub Belgia (40 tys ochotników w SS) zapłaciły komukolwiek reparacje za działania swoich dzielnych chłopców? Chyba nie mieli pistoletów na wodę, a ich służba nie polegała na dyżurach w kuchni?

wtorek, 17 października 2017

Podróże doktor Pikulskiej

Nie mogę czegoś zrozumieć. Otóż, pani "rezydent", czyli jakby taki troszkę starszy rangą stażysta domaga się wraz z grupą kolegów znacznych podwyżek za swoją ciężką pracę. Chodzi oczywiście o pracę w kraju, w szpitalu gdzie jest tym "rezydentem".
Chyba jej bardzo zależy na tej podwyżce skoro bierze udział w głodówce i tak poważnym proteście?
Ale... podobno brała udział w akcjach charytatywnych jako lekarz, gdzieś na krańcach cywilizacji, w Afryce, chyba? A z czego wtedy żyła - bo skoro to było charytatywne, to pewnie nie płacone, czy dobrze wnioskuję? Domyślam się, że jakieś organizacje, Sorosy, czy inne wrzody na ciele świata opłaciły transport, wyznaczyły cele, zaopatrzyły w przeterminowane szczepionki i tak dalej, ale pensji chyba nie dawali, bo było charytatywnie i tak wzruszająco lewacko; ta biała lekareczka wsadzająca czopki w te mizerne, czarne dupki, te witaminki dla czarnej dziewczynki... aj-jej... chlipu-chlipu...
Ale w Polsce, to już inna śpiewka. Nie ma charytatywności. Nie ma jakichś żałosnych pacjentów, którym trzeba pomóc za dwa pięćset. U nas jest komercha! Ty, Polaku, nie wzruszasz pani doktor! Bo na pewno jesteś jakimś zafajdanym pisiorem, a może nawet MOHEREM, więc płać! Albo pięć patyków, albo choruj sobie sam, prostaku. A jak będziesz marudzić, jak kasy nie bedzie, to dobra pani doktor pojedzie teraz robić lewatywki biednym eskimosom, czy jak tam teraz ich się nazywa. A ty, Polaku, zdychaj sobie.
Więc polscy pacjenci pani doktor P. mówią jej: "Medice, cura te ipsum". Na głowę!!!


piątek, 29 września 2017

Nadzwyczajna kasta...

Nasi prawnicy i inne kauzyperdziątka zostali jakiś czas temu wyniesieni na piedestał przez panią prezes SN, Gersdorf, jako "nadzwyczajna kasta". No, pewnie! Ktoś, kto na telefon przygotowuje odpowiednie orzeczenie z pewnością jest nadzwyczajnym sędzią! Przekaz pani G. był mniej więcej taki: "Prawnicy to ludzie święci i dobrzy, a sędziowie, to sól ziemi".
A wtedy zaczyna pojawiać się z tej samej strony, zbliżonej do PO, Nowoczesnej i innych dzieci milicji argument, że nie można zmienić sądownictwa bo sądy staną się "pisowskie", "upartyjnione".
O co więc chodzi - czy jest to nadzwyczajna kasta super-ludzi, czy zbiór różnych upartyjnionych ludków, którymi można sterować? Albo - albo!
Za moich czasów uczyli logiki w klasie maturalnej, ale też i na II roku prawa; zastanawiam się, czy taki kurs logiki i wnioskowań przeszła nasza "najważniejsza prawniczka w kraju"?
A może jest po prostu głupia?

środa, 19 lipca 2017

Ukrainizacja Polski?

Nie ma żadnej "ukrainizacji" Polski, po prostu Rzeczpospolita powraca powoli do dawnego blasku. Dla wpisujących na forach małostkowe bzdury: Przez epoki nie byliśmy małym i jednonarodowym kraikiem, a blask Rzplitej przyciągał jak magnes i oświecał okoliczne narody. Imigracja Ukraińców tylko potwierdza naszą pozycję w tym miejscu Europy. Po rozpadzie tego schorowanego "misia" na Wschodzie będziemy mieli dużo do roboty... Wypełnimy zniszczenia cywilizacyjne, bo my nie wymiękamy! I to jest naszą misją, a nie walka z jakimiś banderowcami, marginesem. Oni będą ewoluować, albo... będą mieć problem.