Polecany post

Retrowrzuta 1981 - Kto wiedział o stanie wojennym?

Lubię trzymać w szufladach i pudłach różne szpargały. Czasem są to stare listy, czasem jakieś gazety, zdjęcia. No i właśnie natrafiłem na co...

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Mordy - retrowrzuta '81

Pierwszy raz zobaczyłem prawdziwe oblicze naszego narodu w wieku 24 lat. Do tamtej pory, chociaż przecież nie chowałem się na pustyni, myślałem, że rzeczywistość wielkomiejskiego blokowiska i otaczającego mnie morza chamstwa to lokalny ewenement - efekt przedawkowania socjalistycznych pomysłów pod tytułem Nowa Huta. Zresztą, od kiedy poszedłem do liceum, potem do drugiego, całkiem dobrego, z setkami dzieciaków na jako takim poziomie intelektualnym, zacząłem zapominać o tym "morzu" pełnym bałwanów. Tramwaj i autobus był zwykle pełen mord, ale to była godzinka, a w kolejkach po chabaninę i żer nie stałem. Tam z mordami użerali się rodzice.


Byłem więc wyalienowany ze świata mord.
Potem przyszły studia, tam jeszcze więcej wyszczekanych ludzi i chociaż można było już zauważyć w którą stronę pójdą jedni, a w którą drudzy to jednak wydawało się, że jesteśmy wszyscy członkami w miarę rozwiniętej intelektualnie społeczności.
W 1980 zaczął się triumf "Solidarności"; gazetki, samizdaty, przepisywane nawet artykuły... wybuch myśli, historia odgrzebywana, zalew informacji z zachodu i z szuflad - euforia!!! Człowiek stał się jeszcze mądrzejszy! Te dyskusje, rozmowy, te teorie. Te rozważania w którą stronę potoczy się historia - cóż - mieliśmy świat u stóp i za jaja. Był taki moment w lecie '81, że wydawało się, że lada moment wszystko się skończy/zacznie, niepotrzebne skreślić. Zatwardziałe komuchy zaczęły się zapisywać do "S"! Szyderczy śmiech nas, młodych, upajał lepiej niż jabol, którego i tak już brakowało. Zapomnieliśmy o żarciu, o piciu i o paleniu; zapomnieliśmy i o mordach na dobre, były gdzieś w tle, choć może właśnie grały już wtedy główną rolę?


Ale od razu zaczęła się wkradać "realita", jak mówią sąsiedzi z południa, którzy to sąsiedzi tej "reality" doznali i przez 21 lat nie mogli nawet pierdnąć bez pieczątki z komitetu.
I widać było, że trzeba korzystać z okazji by zobaczyć świat, bo następne "okno transferowe" może się pojawić za 15 lat. Albo nigdy.
Ja skorzystałem z tego czasu chaosu i chęci komuny, by wypchać jak największą ilość "problemów" i gęb do wyżywienia za granicę.
Trafiłem do obozu uchodźców w malutkiej miejscowości Gotzendorf, w prowincji Nieder Osterreich. Kiedy wjeżdżałem w autokarze do tegoż obozu, który był stworzony z części koszar wojskowych, zauważyłem napis: "Wallenstein Kaserne 1939".

"mój" blok - nr 35

 "No, ładnie, ląduję tam gdzie chłopaki z Wehrmachtu ćwiczyli ostantnie strzelanko przed inwazją na Polskę", pomyślałem. Ale to było małym zdziwieniem.
Prawdziwym wstrząsem była za to obserwacja kilku tysięcy moich rodaków "au naturel".
Zobaczyłem znów MORDY. Były wszędzie.
Tak, niestety, nie widziałem tego, co podczas ostatnich ośmiu lat życia wśród rozpyskowanych młodziaków z liceum i studiów. Zobaczyłem  "sól ziemi czarnej", "jądro", "szarą większość", czy jak to sobie ktoś może zwać, tak niech i zwie - po prostu zobaczyłem MORZE CHAMÓW.
Gdzież były te moje dyskusje z kolegami nad zaletami konstytucji kwietniowej? O artykułach z "Kultury"? Gdzie te rozważania o przyszłości bloku wschodniego, o Rosji, Azji? O sztuce i świecie? Z kim????
Wokół same mordy. Setki, tysiące nawet,  tępawych mord, wściekłych, odętych, nastroszonych, wystraszonych, kombinujących, roszczeniowych, głupich, pazernych MORD. W całym cholernym obozie Gotzendorf, gdzie było kilka tysięcy Polaków, znalazłem może 4 osoby z którymi można było porozmawiać. Reszta to były - przepraszam - ale śmieci. Główne walki wśród stada mord, to przepychanki w kolejce do automatu telefonicznego, okazjonalne pobicia wśród współlokatorów, oraz przeidiotyczna wrogość do "kasztanów", jak nazywano żołnierzy austriackich, którzy zaopatrywali obóz w żarcie i obsługiwali stołówkę. Można było jeść ile się chciało, ale był jeden warunek - nie wolno było zabierać żywności do bloków mieszkalnych.
Hehe, no to wiadomo, każda morda za cel swojego istnienia obrała wyniesienie jak największej ilości żarcia, a w razie prób powstrzymania przez zdumionych Austriaków obrzucenie ich gównem i bluzgami, na szczęście po polsku, bo mordy "nie prowadzą" języków.

rys. Marek Raczkowski

Pamiętam, że byłem tym odkryciem na nowo świata mord zszokowany - to było moje największe zdumienie roku 1981. Po ubiegłorocznym (1980) olśnieniu ze Szwecji, kiedy to zaobserwowałem, że jestem Zulu, teraz drugi kop: można być jeszcze o wiele, wiele niżej... i że nasze państwo ma nieskończone pokłady chamów, którymi może obdarować świat.
Cały czas zastanawiałem się - jak to możliwe? Przecież w Polsce jest cała masa wykształconych ludzi! Gdzie oni są? Skąd nagle tylu wokół mnie facetów, którzy wyglądają na więźniów, męty z przedmieść i dziwnych cwaniaczków?
I wtedy zrozumiałem, z oporami, ale jednak prawda biła w oczy jak "Zygmunt" w Wielkanoc: Jesteśmy zchamieni do imentu. Robota, którą wykonali Niemcy i Rosjanie w latach 40-tych była majstersztykiem. Zostało nam tyle mord, że nie wygrzebiemy się z tego oceanu chamstwa egalitaryzmem. To kompletnie zła droga. Na nic nie zda się promowanie i gloryfikowanie chama w nagrodę, że rzucał cegłami w chama z ZOMO.
Niestety, częstokroć rzucał, bo chciał sobie po prostu porzucać, chciał żyć dostatnio jak na filmach z zachodu, ale niekoniecznie wyznawał jakieś poglądy, które były znane tylko wymądrzalcom, starym dziadom i docencikom.
Polityka egalitaryzmu, czego największym przykładem było wyniesienie tego chama - Wałęsy - do roli nieomalże świętego doprowadziła do tego, że mordy zaczęły powoli przechwytywać rząd dusz i wyznaczać kierunki dla kraju!
Dzisiaj, już potrafiąc obsłużyć komputer, korzystając z Facebooków, smsów, poczt elektronicznych stali się czymś gorszym niż szarańcza w afrykańskich krajach i wrzucająć ten swój głos w urnę sypią piach w tryby lepiej niż niejedna szpiegowska szajka, a na pewno taniej.
Czy można temu zaradzić?
Można, ale to jest pewien proces i o tym kiedy indziej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz