Polecany post

Retrowrzuta 1981 - Kto wiedział o stanie wojennym?

Lubię trzymać w szufladach i pudłach różne szpargały. Czasem są to stare listy, czasem jakieś gazety, zdjęcia. No i właśnie natrafiłem na co...

środa, 19 lutego 2014

Polityka pensjonarek

Oczywiście, chodzi o Ukrainę.
Wydawałoby się, że powinniśmy wspierać taki rozwój wypadków, z którego wyniknąć mogą dla Polski korzyści, albo inaczej, z którego wynikną jak najmniejsze straty.
Bo o to chodzi w polityce, w biznesie i w życiu. Kierujemy się rozsądkiem i ZAWSZE patrzymy na końcowy efekt. Działania impulsywne, emocjonalne, "gaszenie pożarów", to pierwszy krok do złych rezultatów.
Innym działaniem, może nawet groźniejszym od wymienionych powyżej jest "zachowanie pensjonarki". Egzaltacja, dokonywanie wyborów które "wypada" zrobić, nie zwracanie uwagi na zagrożenia, bo jakoś to będzie...

I takie u nas właśnie przeważają zachowania i poglądy w sprawie Ukrainy. Jedni bredzą, inni się wypinają, inni obrażają, a jeszcze inni powtarzają jakieś prawdy, których akurat nie udowodnił nikt. Robią to nawet całkiem szacowne autorytety. Na nieszczęście, z niewiadomych powodów, chłodna kalkulacja interesów Polski, korzyści i zagrożeń wynikających z różnych scenariuszy sytuacji jest praktycznie nieobecna. Nie wiem, czy to oznacza, że jesteśmy tak egzaltowani i naiwni, czy może tylko głupi i krótkowzroczni?

To w sumie prosta sytuacja, może ją rozpracować w formie prostej analizy SWOT byle student.

Nie będę się bawił w jej rozpisywanie i przynudzał, można się wznieść poza studenckie szczególiki i od razu przejść do konkretów.

Możliwe sytuacje końcowe:
1. Ukraina spacyfikowana przez Janukowycza i w unii celnej z Rosją
a. pacyfikacja przy udziale Rosji
2. Rozpad Ukrainy
a. na dwie części
b, na więcej części
3. Powrót do status-quo sprzed rewolty i wznowienie rokowań z EU.

Jeżeli teraz rozpatrzymy powyższe sytuacje i zastanowimy się które z nich mogą być dla nas najmniej szkodliwe to od razu widać:
1. i 1a. Docelowo mamy nową Białoruś z ruskim wojskiem nad Bugiem i Sanem. Powrót do sytuacji z 1939 roku. W sytuacji 1a. "integracja" pójdzie szybciej, a ruskie wojska wejdą od razu i pewnie nie wyjdą. Mocno dla nas niekorzystna sytuacja.
2a. Rosja "sępi" na wschodzie i Krymie powoli wsysając ich do "nowego ZSRR". Ruskie wojska nad Donem, może nie w Kijowie, ale na szczęście nie nad polską granicą, może oddalone o bufor zachodniej i centralnej Ukrainy o jakieś 300-500 km. Sytuacja gorsza niż dziś, ale nie najgorsza.
2b. Większy chaos, zamęt, niepewność, groźba lokalnych konfliktów, ale rosyjska strefa pewnie mniejsza, zdecydowanie na samym wschodzie - "mała Rosja" i Krym. Kijów stolicą centralnej Ukrainy. Zakarpacie odcina się, Bukowina i zachód też. Ta sytuacja może nie jest dobra dla Ukraińców, ale dla nas jedyna stwarzająca jakieś możliwości wypracowania korzyści z małym i słabym, choćby banderowskim sąsiadem, którego nie trzeba się bać, bo jest mały i wygłodzony. Taka sytuacja ma jeszcze jeden plus - od Rosji teraz dzielą nas 3 granice!
To sytuacja dla nas korzystna.
3. O ile bywają cuda, to byłby właśnie cud. Majdan wygrywa i to w całej Ukrainie. Fanfary! Gloria! To byłaby sytuacja korzystna na krótszą metę, choć na dłuższą wyrasta nam konkurent w Unii. Korzyścią byłoby również zniesienie granic i możliwość zamieszkania, czy kupna ziemi na naszych starych ziemiach, o ile ktoś jest odważny. Ale cudów nie ma, więc czy jest sens mówienia o tym?

No i teraz bardzo proste - co i kogo należy popierać, żeby sprzyjało to Polsce?

Kto popiera sytuację 1 i 1a błądzi, albo jest człowiekiem nierozsądnym, nie myślącym perspektywicznie. W najgorszym przypadku może świadomym lub nie agentem wpływu Rosji. Również, a contrario, można powiedzieć, że każdy kto nie popiera ruchu "majdanowego" popiera sytuację 1, więc wychodzi na to samo.
Kto wierzy w cuda chciałby sytuacji 3, ale co można zrobić i kogo/co poprzeć żeby wróciła stara sytuacja? To tylko tak zwane "wishful thinking". Popieranie rewolty jest w interesie ludzi marzących o 3.
Popieranie rewolty również dotyczy sytuacji 2a i 2b - doprowadzi to do rozpadu Ukrainy, bo Rosja nie odpuści przemysłowej części Ukrainy, jest im potrzebna. Pytanie tylko właśnie o rozmiar tego wydarzenia, tego rozpadu, ale dla nas to nie jest najgorsze.

I tyle. Proste, jasne. Nie ma tu nic o Sorosie, Zydach, Izraelu, USA i tych wszystkich duperelach, o których jest morze notek w necie przy temacie Ukrainy.
Również wskazuje na to w czyim interesie jest to zbożne pojękiwanie w TV, że "najgorszym co może się stać to rozpad Ukrainy", tak dzisiaj w TVP łkała jakaś psita z mikrofonem... Nie powiedziała dlaczego, ale lemingi nie mówią nigdy dlaczego.
Trzeba jeszcze zaznaczyć, że podszyte szlachetną goryczą (za zbrodnie na Wołyniu) wypinanie się na "banderowski Majdan" jak najbardziej wrzuca taką osobę w kategorię 1, czyli sprzyjanie Rosji. Bo jak wspomniałem na początku, to właśnie pensjonarskie i egzaltowane zachowanie, a w polityce trzeba mieć twardy łeb i PLAN.

7 komentarzy:

  1. Scenariusz 4: Jest sobie jakaś władza w Kijowie, której tylko się wydaje, że rządzi w całym kraju. Na wschodzie karty rozdaje Iwan, na zachodzie banderowcy. Dodatkowo Iwan co jakiś czas wywołuje kryzys - a to gospodarczy, a to polityczny. Świat ma to w dupie, bo skończyły się newsy z trupami 10+ dziennie.

    I tak może być latami. Za naszą wschodnią granicą bagno i metr mułu. I jeszcze się doczekasz na przejściu granicznym czarno-czerwonej flagi.

    BTW Ukraińcy, jakby stanęli na nogi i okrzepli w swoim państwie narodowym, to będą nas nienawidzić tak samo jak Litwini. Tylko że o ile Litwinów można olać, to rodaków Stepana B. już nie bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego, niech nie krzepną i poczują jak to jest być małym i biednym. Niech sami wpadną na pomysł, że droga do dobrobytu, to IV RP. A Litwa, od kiedy nie zarządza ziemiami dzisiejszej Białorusi to tylko burek, który ukradł kość (Wilno) i głośno warczy.

      Usuń
  2. Ad 2a) i b) - rozpad następuje nie po linii geograficznej (Dniepr) ale społecznej (widać na mapkach np.http://i.imgur.com/HECWa4O.jpg) - jasno widać że w takim przypadku Ukraina Zachodnia traci dostęp do Morza Czarnego, a co za tym idzie gazo i naftoportu w Odessie - dla nas koniec mrzonek o niezależnych od Rosji nitkach i planach typu Odessa-Brody, dlatego jest to wariant SZALENIE NIEKORZYSTNY. Wynikiem takiego podziału jest też wojna U.Z. z U.W. o dostęp do m.Czarnego. Przy aktywnym udziale rosyjskiej floty czarnomorskiej z Krymu. Jakiekolwiek zaangażowanie militarne NATO powoduje eskalację. Wynik bez wsparcia NATO - łatwy do przewidzenia. Podsumowując - w polską rację stanu wpisuje się jedynie unitarna Ukraina z pro-zachodnim rządem - więc wariant 3, jakkolwiek niemożliwym by się nie wydawał. Rosja za wszelką cenę będzie dążyć do 2 (na jeden raz, lub po kawałeczku, od Krymu poczynając), po przez destabilizację, podsycanie tendencji separatystycznych, na interwencji zbrojnej kończąc (legitymując to ochroną rosyjskojęzycznej ludności przed nacjonalistycznymi radykałami). Niewykluczone prowokacje typu - lokalne czystki, 'zamachy terrorystyczne' we wschodniej części - jak w przypadku Gruzji. Tak więc rozlew krwi jeszcze się nie skończył. Obym się mylił.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tym gazem to bym się tak nie załamywał, w końcu do czegoś ta cholerna Unia ma być? Niech nam odsprzedają! Z DDR do Polski niedaleko, mogą troszkę z tej ruskiej rurki odsprzedać po kosztach. Chyba nie zapisali w umowie z Rosją, że NIE WOLNO, bo to byłoby końcem Unii!
    Ale oczywiście, ktoś musiałby o tym pogadać. Chcieć. Umieć. A to już u nas może być trudne.

    OdpowiedzUsuń
  4. 2b - od Rosji dzieli nas zawsze jedna granica - z okręgiem Królewieckim (Kaliningrad z Iskanderami-M ~500km zasięgu), że o Białorusi nie wspominając, gdzie Rosjanie mają już swoje wojska w tym 2 bazy lotnicze z Su-30 (jedna kilkadziesiąt kilometrów od granicy), żaden podział Ukrainy tego nie zmieni. A surowce są sprawą kluczową.

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest racja, ale z okręgu Królewieckiego do Warszawy jest 280 km, a na Śląsk 580, podobnie z okolic Brześcia. Gdyby do tego dodać jeszcze Ukrainę, to są praktycznie wszędzie, a tak, południowa flanka jest zabezpieczona i linia ewentualnego frontu z 1200 km jest o połowę krótsza, Teraz celem powinno być obalenie Łukaszenki i wyparcie Rosji z Białorusi. No, cóż, trzeba coś robić!

    OdpowiedzUsuń