Polecany post

Retrowrzuta 1981 - Kto wiedział o stanie wojennym?

Lubię trzymać w szufladach i pudłach różne szpargały. Czasem są to stare listy, czasem jakieś gazety, zdjęcia. No i właśnie natrafiłem na co...

czwartek, 31 grudnia 2015

Nowy Rok - jak co rok?

(zaktualizowany 31.12.15 artykuł archiwalny)
Uświadomienie sobie faktu bezsensowności celebrowania "nowego roku" zajęło mi trochę czasu, ale w końcu okrzepło. Lubię zapamiętywanie przeróżnych dat i wspominanie wydarzeń sprzed lat, które taka pamięć przywołuje, ale... skoro Nowy Rok jest zawsze o tej samej porze i nic szczególnego akurat wtedy się nie dzieje to... po co ta cała celebra?
Jest to jakby wielki, globalny spust stressu dla świata, każdy może sobie wyjść na ulicę, wypić flaszkę, pokrzyczeć, rozluźnić się trochę, pomarzyć, że "teraz to już będzie dobry rok", a potem, po kacu iść do pracy w tym już nie-nowym roku. Schemat w państwach cywilizacji białego człowieka jest zawsze podobny - jakiś plac, punkt centralny miasta, może duża knajpa, jakieś podium, scena, występy potem odliczanie i znów trochę balangi. No, chyba, że to Floryda, to może być i na nartach wodnych, jak na otwierającym obrazku.

Oprócz tego są jeszcze media, pełne wróżb, wieszczeń i przepowiedni, podkręcające atmosferę nadejścia nowego roku.
Jak one się sprawdzają? Mniej więcej tak, jak rankingi polityczne naszych szacownych "biur-bzdur" badania preferencji, itp.
Ale są ciekawe momenty patrząc na stare noworoczne materiały. Na przykład ten ruski, radosny wślizg w rok 1939. Rok wojny z Finlandią, paktem z Ribbentroppem, najazdem na Polskę... Ktoś mógłby powiedzieć, ze to plakat z kraju sportowców i beztroskiej młodzieży:


Wjechali co prawda nie na łyżwach, ale na gąsienicach, natomiast atmosfera nadchodzących czasów była zupełnie niedokładnie zobrazowana.
Amerykańska pocztówka z przełomu wojennych lat 1914-15 sugeruje, że nadchodzi rok "jarania ćmików". Pali stary rok, pali nowy rok. Hej, czemu nie? Have a "Lucky"!


Jakieś tam wojny, rzezie na globalną skalę... To tylko ta głupia Europka, co tam. A my - jaramy!

Projekcje na rok 1933, kiedy Hitler obejmie wkrótce władzę, wyglądały co najmniej skocznie:



Parę osób faktycznie wyskoczyło z kasy, a i ze skóry też.
Sami zresztą sprawcy tych wyskoczeń i wyskoków też "dali ciała" w tym noworocznym porywie pobożnych życzeń. No, bo w 1942 roku już byli w ogródku, witali się z gąską, lecz... gąska zdechła. A marzenia były piękne:


Nie udało się.

Czasem tłum sam głupieje i nie wie właściwie po co przyszedł... Patrzcie na tysiące ludzi, których zamurowało Pearl Harbor i to, że jakaś daleka Japonia zrobiła im w kilka godzin z dupy garaż. Jest północ 1/1/42, a wszyscy stoją jak zamurowani. Nie wiadomo właściwie po co się przytargali na Times Square - jakoś się nie cieszą.



Ale stoją. Można postać.

Za to u nas, w tym roku, chyba naprawdę zanosi się na zmiany! Przede wszystkim nadchodzi koniec telewizji i radia pod patronatem PRL bis! Będzie wielkie odcinanie mord od różnych koryt, nie tylko w mediach. Zanosi się na jeszcze większy kwik niż mamy dzisiaj, bo chodzi o pieniądze. Dla niektórych o fizyczne przetrwanie. Nie zapominajmy o Smoleńsku, masowych samobójstwach, podsłuchach, nadużyciach władzy, korupcji... Roboty jest dużo, a już słychać to wielkie zawodzenie i jęk zła. Będzie to interesujący rok, podlany sosem zdychającej Unii Lewactwa i inwazji islamu i prymitywu na cywilizowany świat. Różnie może się jeszcze potoczyć sytuacja.

Niektórzy używają tej daty do robienia różnych postanowień z których oczywiście nie udaje się im wywiązać więcej niż w 1%.
Ale mnie udało się kiedyś jedno: powiedziałem w 1999 roku, że nigdy nie wezmę do ręki Gazety Wyborczej i było mi bardzo łatwo dotrzymać słowa!

Czy w świetle powyższego i tych wszystkich niewiadomych  ma sens życzenie szczęśliwego Nowego Roku? Chyba jednak tak.
Na wszelki więc wypadek, życzę. Byle już nigdy nie było jak wtedy:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz