Polecany post

Retrowrzuta 1981 - Kto wiedział o stanie wojennym?

Lubię trzymać w szufladach i pudłach różne szpargały. Czasem są to stare listy, czasem jakieś gazety, zdjęcia. No i właśnie natrafiłem na co...

wtorek, 20 maja 2014

Korwinoza - revisited

Po prostu muszę to umieścić jeszcze raz. Napisałem to, co poniżej, równo dwa lata temu i specjalnie nikt wtedy o tym nie mówił. Nagle, zrobiła się z tego wielka sprawa. Okazało się, że jak się spuści ze smyczy ambitnego szczekacza i o nim zapomni, to wyrasta czasem na pit-bulla, który może ukąsić w dupsko swojego pana.  Dopóki Janusz Korwin-Mikke, bo o nim oczywiście mowa, zabierał pracowicie ten 1-1,5% głosów prawicy i patriotom to miał spokój, czasem się go jako folklor zaprosiło do TV, czasem do radia...
A przecież nie mówił niczego innego. Aż tu nagle okazuje się, że może mieć 6-7% głosów, bo "palikociarnia" potrzebuje nowych emocji i halucynuje coraz bardziej - wręcz przerzuca głosy! No i teraz nagle wszyscy wyważają otwarte drzwi. Wszystkim oburzonym i zaplutym w szczerym gniewie Durczokom, Olejnikom i innym mniejszym publikaturnikom można powiedzieć: a gdzie byłeś i co robiłeś do tej pory? Było dobrze, bo niegroźnie i procencik odrywał PiSowi? No to dzisiaj stul pysk, nie masz prawa głosu! A teraz, tekst sprzed 2 lat, a prawie jak dzisiejszy, bo JKM nie zmienia własnego modus-operandi, można powiedzieć, że jest przewidywalny do bólu.

Korwinoza, czyli o agenturze wpływu

Przyglądam się panu Korwin-Mikke od około 20 lat. Na początku podobał mi się, oczywiście, taki wolnorynkowy i liberalny romantyk. Ideowiec.

Zawsze kupowałem "Najwyższy Czas", chociaż denerwował mnie wygląd i layout tego pisma, taki... trochę dziadowski, z marną oprawą graficzną i krzykliwymi tytułami godnymi tygodnika "Nowy Trup Co Tydzień", czy jakoś tak... Ale Korwin-Mikke, w tym świeżym, postkomunistycznym burdelu lat 90-94, wyglądał jak ktoś, kto przynajmniej będzie mógł zwrócić uwagę ludziom i nie zawsze edukowanym posłom, na pewne proste mechanizmy rynkowe.
Popierałem UPR na tyle, że nawet zostałem z ich ramienia (jako mąż zaufania) członkiem lokalnej komisji wyborczej w 1997 roku i już wtedy właśnie zacząłem czuć, że pan JK-M jednak nie jest tym, na kogo wygląda. Otóż po pierwsze, może być świetnym brydżystą, ale w świecie występuje trochę więcej wariantów sytuacji i zależności niż pomiędzy trzynastoma figurami i czterema graczami. Po drugie, zaczął się wypowiadać w sposób idiotyczny i to w najbardziej nieodpowiednim czasie.
Wkurzyło mnie to, że ludzie stali na ulicach i zbierali podpisy dla niego, a on w czasie powodzi stulecia występuje z głupawymi grepsami, godnymi licealisty-dowcipnisia, że "to dobrze, że była powódź, bo nie zabije się ileś tam osób w wypadkach drogowych". Na ile głosów na Dolnym Śląsku więc liczył?
Zastanawiałem się: sam sobie podsrywa pozycję i jeszcze robi z ludzi dla niego pracujących clownów. Dlaczego?
Do tego, po trzecie, ten jego śmierdzący "w tle" rusofilizm... jest delikatny, ale wciąż obecny. Widać to od lat, a kulminację tego można zauważyć w jego komentarzach dotyczących katastrofy Smoleńskiej. On już specjalistów z budki z dykty zwanej wieżą kontrolną na lotnisku Zadupie-Smoleńsk rozgrzeszył automatycznie. Skoro ruscy, to automatycznie niewinni, a nasi, to wiadomo, duraki.
Wersja zupełnie zgodna z wypocinami komisji Anodiny. JKM nie potrafi zamaskować swojego rusofilstwa, ono wyłazi co jakiś czas, bo nie da się tego kontrolować. Jest zbyt ukorzenione, żeby grać z powodzeniem inaczej. Pojawia się więc tu jego (po czwarte) powierzchowność, co jest niestety główną wadą Polaków.
Jego "lekkie i łatwe" przykłady zasad ekonomii i efektywności dla maluczkich też zaczęły robić się coraz płytsze, pochopniejsze i głupsze.
Ostatnio, w Dzienniku Polskim podawał przykład z zach. Europy, gdzie jakiś super-pociąg nie zatrzymuje się w każdej wiosce z 4 domami, porównując to do stacji we Włoszczowie (zresztą poważnie myląc nazwę tej miejscowości) tworząc bezsensowną analogię! Tutaj jeszcze wylazła ta jego piąta ułomność - wada "warszawki". Co tam jakiś powiat, co tam jakieś 30 tysięcy mieszkańców, niech siedzą w chałupach i oglądają TV. My tu, w "stolycy", mamy dobra, pociągi i technikę, wam, czereśniakom-rabom nie potrzeba. Co tam tendencje wyrównywania różnic, rozwijania zapuszczonych regionów... to nieważne rzeczy dla JKM. Cudowna moc liberalizmu sama wszystko wyrówna, a jeżeli nie, to cóż...
A teraz jeszcze tą powierzchowność podkreślił jakimś głupawym tekstem, nie pomnę już gdzie (bo udziela się on wszędzie), pisząc o różnych ułatwieniach dla biznesu stwierdził, że jeżeli przedsiębiorca zarobi więcej, to zaraz uruchomi produkcję na drugą, trzecią zmianę i zatrudni ludzi, itp... Panie Mikke, na Boga... przedsiębiorca wyprodukuje tyle, ile jego sprzedawcy upchną, a nie będzie rąbał produkcji na magazyn mrożąc kapitał! Co za herezje! Produkcja jest pochodną zapotrzebowania i sprzedaży, a nie samoistną, radosną twórczością.


A po szóste i ostatnie: Mógłby pan Mikke coś zrobić ze swoją dykcją, bo zaczyna być niezrozumiały? Jakieś ćwiczenia z wyraźnej wymowy, konwersacje... logopeda? Niedbanie o to jest również formą pogardy dla odbiorcy. A jak widać, odbiorca, jak na przykład ja, też może wypiąć na pana JKM swojego galicyjskiego dupala!
Czemu mnie to angażuje? Ano, dlatego, że Janusz Korwin-Mikke będąc niejako po prawej stronie politycznej, swoim wizerunkiem wpływa na postrzeganie prawicy. Przeciętny małolat, wchodzący w wiek wyborczy, ma małą wiedzę życiową i skoro ktoś mu podszepnie, że ten dziwoląg, z lekka bełkoczący to prawica, a ten opalony Frasyniuk, zajebisty Jurek O., czy inny wyspołtowany płemieł to centrum i demokracja, to wiadomo co ten małolat wybierze. Mądrzejszym podadzą kilka cytatów "prawicowca" i oni też się wypną na prawicę i liberalizm.   (koniec cytatu)

Tak to do tej pory działało, obecnie odmianą jest to, że jednak przyciągnął więcej młodzieży, której już fajni PeOwcy i komuchy też się znudzili. I może przejść w wyborach!
Ale... nie obawiajmy się, bo właśnie... włączył swój magiczny zestaw idiotyzmów! Już puścił tekst o gwałtach, które są taką jakby "grą wstępną", już było o Hitlerze, który nie wiedział o mordach, obstawiam, że teraz będzie czas na teksty o małej i ekscytującej pedofilii. Tak, żeby ostudzić tłumy i jak zwykle zabrać te swoje 2-3% głosów prawicy i wykonać zadanie z którego będą najbardziej zadowoleni PeOwcy, służby i Rosja. A ludzie, którzy za nim gardłowali poczują się znowu jak kretyni...

Samo istnienie polityczne JKM jest dla prawicy polskiej obciążeniem. Złóżmy się i wyślijmy go na emeryturę, gdzieś do guberni Saratowskiej, tam mu się będzie podobało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz