Polecany post

Retrowrzuta 1981 - Kto wiedział o stanie wojennym?

Lubię trzymać w szufladach i pudłach różne szpargały. Czasem są to stare listy, czasem jakieś gazety, zdjęcia. No i właśnie natrafiłem na co...

sobota, 28 grudnia 2013

Polska stoi tam gdzie Gestapo?

Pamiętacie słynne powiedzenie Kaczyńskiego: "My stoimy tutaj, a oni, tam gdzie ZOMO"? Jaki się jazgot potem zaczął.
No, bo każdy ćwierćinteligent zaraz to sobie rozpisał, że skoro nie stoi obok Kaczyńskich, to znaczy, że jest ONYM, co akurat często jest prawdą, przynajmniej "mentalnie".
Czemu ten wstęp? Zacząłem się zastanawiać nad koncepcją "Sprawiedliwych wśród narodów świata", tym słynnym żydowskim wyróżnieniu dla ludzi, którzy "z narażeniem własnego życia ratowali Żydów". I to jest dużo ciekawsze od "my-oni" Kaczyńskiego.

Skoro bycie sprawiedliwym = ratowanie Żydów, oznacza to LOGICZNIE, że kto nie ratował Żydów, nie jest sprawiedliwy. Co więcej, jest tam dodatkowy warunek "z narażeniem życia". AHA! No, to nie wystarczyło pomóc Żydowi się uratować, trzeba było przy tym narazić własnie życie. Dopiero wtedy jest się "sprawiedliwym". Inaczej, jest się niesprawiedliwym, czyli złym.
Więc Żydzi i ci, którzy ich ratowali stoją razem, a ty, skoro nie mogłeś ocalić żadnego Żyda, nie jesteś sprawiedliwym, "stoisz tam, gdzie Gestapo". Jako taki, nieistotne jest to, czy siedziałeś wystraszony z rodziną w chałupie, czy też jechałeś na patrol autkiem z czarnym krzyżem na drzwiach i mauserem na kolanach, jesteś tak samo "niesprawiedliwy".
I nikt się o to nie czepia! Nikt nie bulgocze i nie obraża: "Jak to, ja jestem niesprawiedliwy? Wypraszam to sobie!"
To bardzo sprytne! Jakby na to nie patrzeć, sugestia jest taka, że życie Żyda jest nadrzędne, a każdy kto nie zaryzykował własnego i własnej rodziny żeby ocalić to żydowskie jest niegodny bycia nazwanym sprawiedliwym. Biorąc pod uwagę, że tych "sprawiedliwych" jest z Polski 6300 osób, to znaczy, że pozostałe 30 milionów... wiadomo. Stało tam gdzie Gestapo!

I czemu nie, skoro Żydzi otwarcie uważają wszystkich gojów za śmieci, można to uznać za logiczne. Nadają te swoje tytuły jak swoistą volkslistę, ale czemu świat "gojów" zesrywa się z wrażenia nad tym wszystkim?

Wiadomo, że ratowanie życia jest dobre. Jeżeli możesz, uratuj kotka, pieska, człowieka już na pewno. Ale czym jest "o ile możesz"? Czy ratowanie Żyda, lub jego rodziny kiedy ma się własną, a karą za to jest kula w łeb to dobra rzecz? Możliwość odwetowej pacyfikacji wioski, czy okolicy, to nie jest ważne?
Czy można powiedzieć, że Kowalski, który zdecydował się na przechowanie w piwnicy rodziny żydowskiej mając w tej chałupie żonę, babkę i trójkę małych dzieci zrobił dobrze?
Czy wolno mu było położyć na szali życie własnych dzieci żeby chronić życie kogoś innego, niezależnie od wyznania, czy narodowości? Czy miał prawo do tej decyzji, czyli praktycznie do wydania wyroku na własną rodzinę w imię... no, nie wiem czego - lepszego samopoczucia - bo za pomoc dla korzyści tytuł "sprawiedliwych" się nie należy.
Ja myślę, że nie wolno mu było tego robić. Chodzi o to, że jego chęć poświęcenia się, choć według jednych czymś wielkim, według mnie była czymś albo głupim, albo próżnym. Była złem. Nie wolno kłaść życia bliskich, własnych dzieci, sąsiadów, wioski na szali dlatego, że komuś jest kogoś żal. To pewnego rodzaju branie decyzji o cudzym życiu we własne ręce, zabawa w Boga. Ojciec Maksymilian Kolbe oddał życie za innego więźnia, ale nie pociągnął za sobą innych ofiar. Nikt też nie powie, że on był jednym "sprawiedliwym", a każdy kto czegoś takiego nie dokonał w obozie takim nie był. To by było duże świństwo wobec innych więźniów Auschwitz. A nam to robią i jeszcze bijemy brawo. Polaryzują nas i oceniają. Bezprawnie.

Więcej nie piszę, bo w naszej nowej rzeczywistości zaczyna to być śliski temat. "Mamy wolność słowa, ale nie żeby od razu wszystko mówić", że zacytuję Wielkiego Elektryka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz